2 grudnia 2013

dwa zgubione tygodnie / hawaje / 3 miesiące w USA / Święta

Aloha,

Drogi pamiętniczku... Bla bla bla wybaczcie że tak długo nie pisałam :D

Ostatni post był o trzęsieniu ziemi, tak. Po nim były jeszcze dwa! Ogólnie w tamtym tygodniu (3 tygodnie temu? -upsi..) było 6 trzęsień w okolicy.. Z czego ja miałam przyjemność czuć 3! :) Trzeci natomiast nie był już takim głośnym BUM, jak dwa pierwsze, tylko zatrzęęęsło się wszystko! Nie to żeby jakieś wielkie coś, ale to trzecie trzęsienie było wielkości 3,4 - więc przy pierwszym i drugim 3,0.. TO BYŁO COŚ

Tak więc zaczynamy:
Sobota - November 9.
Z naszej soboty w piżamach wyszło tyle, że po południu pojechaliśmy na  Steam Train do Berkeley - czyli najnormalniej w świecie na przejażdżkę ciuchcią, dzieci miały ubaw, a my ubaw z braku ubawu xd A potem po obiad, JADŁAM NAJPYSZNIEJSZĄ PIZZE NA ŚWIECIE!!! która była... wegańska! Jeśli ktoś mieszka w okolicy i jeszcze w tej restauracji nie był -> http://cheeseboardcollective.coop/ WARTO. Wygląda to tak, że każdego dnia sprzedają inną i tylko jeden rodzaj pizzy, na stronie można sprawdzić jaki smak pizzy będzie danego dnia. Nie ma w środku za dużo stolików więc w większości ludzie biorą na wynos i siadają chociaż by na chodniku :) Można też zamówić w połowie upieczoną, wracasz do domu,
wstawiasz na 10 minut i jest gotowa - I DE AL NA. 

w Niedziele, hości mieli jakąś imprezę i musieli pojechać do chłopaka mojej psinki... Będą szczeniaczki! (Oby nie 101 tych dalmatyńczyków...) więc byłam z maluchami w parku.


Tak wygląda jesień w Kalifornii. Złota, piękna jesień. 100% słońca, zero deszczu, ciepełko. Tylko wieczorami idzie zamarznąć :O Jak tylko zachodzi słońce, temperatura raptownie spada. Na wieczór potrzebna już jest kurteczka :)

Poniedziałek, Wtorek, Życie - nie pamiętam, dzień jak co dzień, rutyna, pewnie jakiś park, karmienie kaczek, art and craft, whateva. 

Środa - playdate u nas z Ewą i jej dziewczynkami. Nasze dzieci podczas malowania zaczęły wykrzykiwać między sobą "kocham cie" i w ten oto sposób mamy z Ewcią świetną pamiątkę - wideo u mnie na fb :)

Czwartek - playdate u Ewy, dmuchany zamek ze zjeżdżalnią, koń, królik, zabawy cała moc, dzieci nie ma :)

Piątek, znów mnie coś rozbierało, znów zatoki, katar, ból gardła... Moje dzieci też jakieś niemrawe były więc piątek minął mniej więcej tak:

mój mały słodziak przytulas <3
Z tego co pamiętam pracowałam pół piątku (na szczęście!) a potem przeleżałam w łóżeczku umierając, again... Wieczorem wpadły dziewczyny na film i ploteczki.

Sweet Home Alabama, winko, ananas, pringlesy, m&m's - dieta!

Sobota. Do południa nie wychodziłam z łóżka, regeneracja. Po południu gorzej się poczułam więc zrobiłam sobie drzemkę, zazwyczaj jak się prześpisz czujesz się lepiej? Nie tym razem. Po 2 godzinach, obudziłam się i nie mogłam się ruszyć. Autentycznie bolało mnie wszystko... Po rozruszaniu trochę stawów, garści leków i w ciepłym swetrze, byłam gotowa wyjść z moimi polish girls. Przez tą moją zaniemogę i czekanie aż leki zaczną działać - Aga (nowa au pair - Polka w Danville) czekała prawie 30 minut aż ją odbierzemy ze stacji (przepraszam again <3), potem The Cheesecake Factory:



I domówka z grą Taboo - ubaw!

Opisalibyście Polską kiełbase jako wędzoną i pikantną? o.O
Niedziela - San Francisco. Wstałam, bardziej żywa niż przez wcześniejsze 3 tygodnie (btw. nie wiem co się działo, jak wcześniej przez dwa lata nie byłam nawet przeziębiona to tutaj BUM, nie mogłam się wykurować - to pewnie te kichające dzieci, zmiana pogody, wszystkiego!) i pojechałym! Uwaga, zdolna ja - zgubiłam DWA, nie jeden (co się może zdarzyć) a DWA swetry... Brawo, brawo. Przeszłyśmy jakieś sto kilometrów, dużo zobaczyłyśmy, udany dzionek <3

I trochę zdjęć moje miasta, w którym jestem zakochana - SanFran <3






Tęczowe flagi :)





Painted Ladies


Fulton St

San Francisco City Hall



Jakby ktoś pytał to tak mniej więcej wygląda ulica "Lech Walesa" w San Francisco ;)


takie tam 9 piętrowe centrum handlowe
w drodze do ChinaTown
Union Square



Na Union Square byłam na swoim pierwszym śniadaniu u Tiffaniego:



brama do China Town

jako że dwa swetry zgubiłam to trzeba było wejść do h&m co by nie zmarznąć wieczorem :)

moja ulubiona, spontaniczna fotunia - muszę mieć taką ZE MNĄ

Bay Bridge nocą
mua, Aga i Ewa

Potem kolejny wolny poniedziałek, potem wtorek, środa rutynowo...

w Czwartek pożegnałam się z moją Nett z Tajlandii, która po 6 miesiąch u rodziny była w rematchu i teraz mieszka w Michigan. Jeszcze trudniejsze niż opuszczenie domu jest pożegnanie przyjaciela z drugiego końca świata :(

Cały tydzień upłynął mniej więcej rutynowo, szybciutko aby...

___________________________________________________________________________

W Piąteczek przed  godziną 4 zwlekłam się z łóżka (4.20 mieliśmy wyjechać - wyjechaliśmy po 5), zapakowaliśmy się do samochodu, na lotnisko do Oakland, zapakowaliśmy się do samolotu i fiiiuuuuuuuuuuu... 
NA HAWAJE <3

gdzieś nad Oceanem Spokojnym, po dwóch godzinach lotu... jeszcze 3!

Ha, Ha, Haaawajeee!
 W drodze do Lahainy:

z prawej

i z lewej :D


iiiiii jesteśmy! Kaanapali beach <3




foteczki, foteczki, foteczki...
sunset



Kaanapali beach jest jedną z 'ulubionych' plaż hamerykańców - co też dało się usłyszeć. Po raz pierwszy na wakacjach słyszałam tylko jeden język - zero obcokrajowców!

kolejny zachód
widok z naszego tarasu na 10. piętrze <3

panorama tarasuu
Rano siadaliśmy ze śniadaniem na tarasie, z każdej strony otaczał nas ocean, mmm.
Pracowałam przede wszystkim po lunchu, kiedy dzieci miały drzemkę/odpoczynek przy bajce i wieczorami kiedy hości mieli randkę albo szli popływać po położeniu dzieci spać. Większość czasu mogłam robić co chciałam. Tak więc kiedy nie bawiłam się z basenie z moimi maluchami to...
Nurkowałam z żółwiami!






Jeden żółwiol wpłynął praktycznie na mnie! musiałam uciekać haha ->


A innego razu żółwie były dwa!




Jak nie nurkowałam to tańczyłam taniec hula - już zapomniałam kolejności hah

Spacerowałam...
jakieś coś, żyjątko - wyglądało jak mały dinozaur hah

Albo próbowałam się opalać ( z filtrem 75 ;))




Na plaży (bezczynnie) spędziłam może z godzinę - NIE DAŁO SIĘ WYSIEDZIEĆ! Znacznie przyjemniej było na basenie pod palmami :)

widoczki z balkonu mojego apartamentu huehue


 Obskubali dla mnie kokosa, wypiłam wodę kokosową, zjadłam kokosa, zabrałam skorupkę (na pamiątkę ^^) - PYSZOTA


Akcent świąteczny :)

Chciałabym zaznaczyć, że żadnego zdjęcia NIE PRZERABIAŁAM, kolory są jak najbardziej prawdziwe!





eh <3

Thanksgiving. 
Oprócz naszej piątki, byli tam jeszcze rodzice hosta, siostra hosta z mężem i trzema synami oraz druga siostra z narzeczonym. Miało nie być tradycyjnego Thanksgiving bo zazwyczaj jak rodzinka jest na Hawajach w czasie tego święta to idą do jakieś tam restauracji, która w tym roku była zamknięta (ja sie tam cieszę). Jadłam najpyszniejszego Indyka mamy hosta z najpyszniejszym nadzieniem,  pyszną fasolkę z boczkiem i czymś tam, a piłam przepyszny tradycyjny Apple Cider!  Pumpkin Pie jest obrzydliwe (i nikt go nigdy nie je ale ktoś zawsze piecze bo 'tradycja'), przez co siostra hosta która je upiekła mnie nienawidzi bo wszyscy ZACHWYCALI się naszym Polskim 'tradycyjnym' haha... 3 bitem. Tak, zrobiłam 3 bita i szybciutko zniknął. Siostra hosta zagotowała się do czerwoności jak jeden z synów jej siostry biorąc dokładkę powiedział, że chce takie na urodziny haha. Kolacja przebiegła baaardzo milutko, na świeżym powietrzu, w melodii szumu fal oceanu. Perfecto! Nie wiem jak w innych Amerykańskich rodzinach, ale w mojej każdy przy stole musiał powiedzieć za co jest wdzięczny/za co dziękuje. Po wdzięczności za zdrowie, za koleżanki i kolegów czy za psa, przyszedł czas na babcie (tą początkowo bardziej zdystansowaną do au pair), babcia po podziękowaniu za córki i synów, wnuczki i wnuków, podziękowała bezpośrednio za to że jestem w ich rodzinie <3 Było to baaaardzo miłe, a jako że babcia raczej stroni od okazywania uczyć to wszyscy zrobili wielkie oczy haha. Tak czy siak najadłam się za dwa i było idealnie <3
Ja jestem super wdzięczna, że trafiłam na takie szczęście, na drugim końcu świata :)

ostatni zachód na hawajach - podczas thanksgiving
Hawaiian Plumeria - pachnie cudownie
gotowa do powrotu do rzeczywistości
Chciałabym umieć opisać Hawaje. Miejsce cudownie piękne, urokliwe w każdym centymetrze. Najmiększy piasek na plaży, najbardziej turkusowa woda, najbardziej zielone rośliny. Szum fali, słońce na skórze, piasek po którym stąpasz, ciepła bryza uderzająca w twarz, słona woda we włosach - to wszystko składa się w idealną całość - raj. Ludzie na Hawajach nie liczą się z czasem, nie dbają o makijaż, czy o to że wszedzie chodzą w stroju kąpielowym i huście, całkowity i wszechobecny chill.
Klimat, nie do opisania.



Ostatnia Hawajowa foteczka...


Ale się rozpisałam! Jakoś po drodze minęły 3 miesiące w USA. Dziś mija dokładnie 99 dni, odkąd po raz ostatni wszystkich przytuliłam i zostawiłam w tyle swoje dotychczasowe życie. Co mogę powiedzieć o tym czasie? Bywały łatwiejsze i trudniejsze chwile ale nigdy nie żałowałam tego, że tu jestem. I chcę tu być, dalej. Wiem, że to tylko rok, który zaraz minie, tak szybko jak minęły te 3 miesiące.. ii nie mam czasu na smutki - jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia! Wiem to, wiem w każdej chwili ale to niczego nie ułatwia, nie zmienia - tęsknie okropnie. Mam wrażenie że zbliżające się święta potroiły moje tęsknoty... eh. 
W sklepach leci już świąteczna muzyczka, wszystko dookoła świeci się jak... psu-nie-powiem-co. Przyszedł Meksykanin i obwiesił chałupę i drzewa lampkami xd Amerykanie mają tradycje ubierania choinki w pierwszą niedzielę po Thanksgiving - tak więc ubralim choinkę i my:


Doczekałam się też dziś zawieszki na moją skarpetę nad kominkiem - tak więc wisimy już wszyscy :)

Haha nie zgadniecie gdzie spędzę święta! W namiocie haha.. Święta w tym roku u nas, a że hości stwierdzili, że nie chcą cisnąć 13 osób w jadalni to wynajmują namiot z dmuchawą i będziemy siedzieć na ogródku. Nie ważne co i jak - święta w namiocie będę miała zaliczone!

Ciągle też jestem w żałobie po moim komputerze... Mam nadzieję, że coś się uda z tym dyskiem jeszcze zrobić - ale nie wymyśliłam jeszcze co! ojojojjj ile ja straciłam na swojej głupocie -.- 
Straciłam między innymi mój plik z "I did it' - muszę zrekonstruować tą listę. Jak już to zrobię to zmienię szatę graficzną bloga i dodam tą magiczną zakładkę. 

Postaram się też poskładać w końcu moje myśli i opisać trochę Kalifornie - kolejne spostrzeżenia.

Chciałabym także zauważyć, że wszystko co mam - mam dzięki MOIM wyborom, dążeniom, czynom... A więc zamiast siedzieć na tyłeczku i marudzić jak to jest Ci źle... ZMIEŃ TO! Pewnie powiesz, że nie każdy ma możliwości? Jeśli chcesz, to je masz! I uwierz, złośliwe komentarze nic za Ciebie nie zmienią ;) Twoje życie, TY nim kierujesz.

Trochę Queen B na do widzenia

Mahalo!

Do następnego,
J.

22 listopada 2013

aloha

Aloha!

Tak, tak wiem. Dwa tygodnie mam w plecy! Na jakiś czas zamarłam a potem... umarł mój komputer, wrrrr. DOKŁADNIE po roku od kupienia padł dysk - a wraz z nim jakieś 5 lat mojego życia. Zdjęć, plików, wierszy, dokumentów... Wspomnień. Nie wiem czemu przerzucając wszystko ze starego komputera nie wpadłam na pomysł zrobienia kopii zapasowej.. Nie wiem też czemu byłam zbyt leniwa żeby użyć AcerCloud i zapisać trochę 'w chmurze'.. PRZEPADŁO. Możecie sobie tylko wyobrazić moją rozpacz po telefonie od hosta - 'przykro mi, nie udało nam się go odratować'... Jeszcze do tego PAZNOKIEĆ mi się w tym momencie złamał wiec każda baba ( i każdy facet, który babę ma) może sobie wyobrazić jaka lawina żalu mnie ogarnęła...
Na moje szczęście w nieszczęściu, radość w rozpaczy - mam super hosta, który zawiózł mojego zdechłego lapka do swojego informatyka i w ten oto sposób mam nowy dysk, mojego Windowsa 8 i wszystko co trzeba - kompletnie za darmo :)
Badziew jeden...

Tak wiem, mam zaległego posta, zaległe dwa tygodnie do opisania, no ale niestety teraz nie mam czasu - albowiem, no własnie.. ALOHA.


Dziś rano po wczesnej pobudce i 5 godzinach lotu, jestem, jesteśmy, w raju - na gorących Hawajach! pięknie, cudownie, gorąco, parno, duszno.

Opiszę wszystko po powrocie a tymczasem - ALOHA

8 listopada 2013

udany wieczór

AAAAAAAA

Właśnie przeżyłam swoje pierwsze trzęsienie ziemi uuuuuuuu nananaaaa
Siedzę w swoim pokoju, hości właśnie co wrócili z randki i słyszę BUM! Jedyne co pomyślałam, że ktoś nieźle orła wywinął na górze... Oglądam serial dalej i znów BUM! Ściany się zatrzęsły, lustrzane drzwi od szafy zadźwięczały i znów jedyne co mi przyszło do głowy 'co oni tam robią?' :D Oglądam serial dalej i zaraz hości wlatują do mojego pokoju "Dżoana, czułaś to?!" - ale że co? xd 
Przecież to takie oczywiste, mieszkamy w okolicy San Francisco więc to jest BARDZO aktywy rejon, no ale mi jakoś do głowy nie wpadło że... SWÓJ PIERWSZY EARTHQUAKE MAM ZA SOBĄ <3 Niby to dom stoi cały... ale ekscytacja i tak jest :D 
Oczywiście od razu sprawdziliśmy na super stronie gdzie host zawsze sprawdza czy to było trzęsienie ziemi czy mu się śniło xd i tak oto się prezentuje:

3km E of San Ramon, California2013-11-08 22:04:27 UTC-08:00
- ideał <3Wyglądało to mniej więcej jakby ktoś duży się rozbiegł i przywalił w ścianę (tak mamo spokojnie, nic wielkiego)I trwało dosłownie ułamek sekundy - a ile mam głupiej radości!
Co do 'co u mnie' to dziś pracowałam wieczorem, zjedliśmy z maluchami kolacje, wykąpałam, ogarnęłam i oglądaliśmy Mary Poppins. Mój maluch zasnął mi na kolanach wtulony <3 Po przeczytaniu książki z małą (twice xd)  jak zwykle siadam koło jej łóżka i czekam aż zaśnie (sposób na niebudzenie się dzieci w nocy które oczekują, że tulący je tata wciąż tam będzie - działa) tym razem, mała poprosiła mnie żebym trzymała ją za rękę póki nie zaśnie <3 (zajmuje jej jakieś 3 minuty zanim odpadnie xd) Moje dzieci, MOJEEEEEE! Kocham je i nawet nie chce myśleć że będę musiała (co prawda za rok) je zostawić... Dziś usłyszałam też, że mała (aaa wredne to czasem...) będzie za mną tęsknić jak już będę musiała wracać do domu i że nie chce żebym ich zostawiała - moje!!! Jakiś czas temu usłyszałam że mała chciałaby mieć taką starszą siostrę jak ja muahahahhaaaaaa a że ona nie jest taka przytulalska jak mały to cieszy mnie to podwójnie :) Co do małego - tydzień temu w środę babcia odebrała małą ze szkoły więc większość dnia byłam tylko z małym. Wsadziłam małego w samochód i pojechaliśmy na drzemkową przejażdżkę (tak, tak usypia się małego jak potrzebuje drzemki xd). Jedziemy, jedziemy, rundka po naszym 'osiedlu' i słyszę z tyłu ciche "Dżoooaanaa" na moją odpowiedź "yeeees?" moje dziecko odpowiedziało "Dylan ow ju" - "Dylan love me?" -Yeees odpowiedział zaspanym głosem i zasnął <3 No to moje jest i tyle! To tak troche o moich słodkościach małych :)
Pora uspokoić emocje i spać!Na jutro mamy zaplanowaną sobotę w piżamach :)
See you,J.

7 listopada 2013

split

Heeeelooooo,

Co u was moi kochani? Jak tam jesień, szkoła, praca, samopoczucie? Ciekawi mnie gdzie bym była, O!, teraz!, gdybym była w Polsce... Co bym robiła, kto byłby obok mnie, co siedziałoby w mojej głowie?

Zatraciłam sie... Zatraciłam się, zatraciłam systematyczność do 'co najmniej jednego zdjęcia dziennie' aby zapamiętać każdą chwilę, bujam w obłokach, jestem, ale gdzieś tam, trochę za bardzo oderwana od rzeczywistości...

Od zeszłego wpisu minęło trochę czasu, trochę - więcej niż tydzień... A to już zaniedbanie! Nie mam ochoty pisać, nie mam za dużo zdjęć do pokazania, mam za dużo myśli w głowie.

Jestem rozdarta. 
Z jednej strony każda cząstka mnie krzyczy 'JESZCZE, JESZCZE' i nie może doczekać się kolejnego skoku... Skacze, cieszę się do siebie, moja głowa DOSŁOWNIE buja w obłokach, gdy tylko o tym myślę ciarki mnie przechodzą (jakieś milion razy dziennie?), ogólny stan uniesienia...

Z drugiej zaś strony... czuję okropną pustkę, której... nie będę opisywać.

Troszku fot z działu - co się działo:

Halloween - black cat! 
W zeszły poniedziałek zaczęło mnie rozkładać - kaszel, katar, gardełko... Było dobrze, spoko, 300% witamin.. No i przyszedł czwartek - Halloween, nie mogłam odpuścić zbierana cukierków (był ubaw) no i 3 swetry nie pomogły... Piątek? Koszmar. Na przemian umierałam i spałam, było źle... A chyba każdy wie jakie ma się myśli podczas choroby, jak bardzo potrzebuje się najbliższych i jak bardzo wszystko jest ŹLE!

Sobota - zoo z familajdą. 
Na szczęście w sobotę rano obudziłam się - żywa! Pewnie dlatego że nie chciałam opuścić wypadu do zoo, no i potem sleepover w Mill Valley 

odpoczyneeek i ploteczki
Niedziela - San Francisco!
pure happiness
Ewa, Dżoana, Klaudia - wiało okropnie! :O
udało się bez mgły ale za to było pochmurnie :(

Buziaki,
J.