29 grudnia 2013

I'm a part of this...

Święta, święta i po świętach!

Zadziwiająco odbyło się bez większego płaczu, smutków i żalów - co więcej, oprócz różnic w tradycjach wszystko wyglądało mniej więcej tak samo. 'Mniej więcej tak samo' nawiązuje do atmosfery przy świątecznym stole, ciepła i uprzejmości towarzyszącej podczas świąt Bożego Narodzenia, ponieważ wszystko inne było kompletnie INNE.

24 rano obudziłam się z trochę mieszanymi uczuciami i z drżącym sercem odpaliłam Skype aby zasiąść z moją rodzinką do Wigilijnego stołu. Czułam, że będę beczeć jak bóbr ale było wyśmienicie i czułam się jakbym była tam, z bliskimi. Siedziałam wszystkim po kolei na kolanach i miałam okazję zobaczyć radość na twarzach moich maluchów podczas otwierania prezentów. Zamiast płaczu było dużo śmiechu - co prawdę mówiąc wprowadziło mnie w dobry humor do końca dnia. O godzinie 3 pojechaliśmy z rodzinką na mszę w miasteczku w którym wychowywała się hostka - msze wyglądają baaardzo podobnie, modlitwy takie same, tylko z tym, że Amerykanie 'Ciało Boże'/opłatek/czy jak zwał - dostają do ręki, Amen. Potem pojechaliśmy do domu rodziców hostki, na Wigilie. Poznałam 40 osób i mogę przysiąść, że rozmawiałam z każdym. Baaardzo rodzinni, mili ludzie. Brat i kuzyn hostki zgarnęli mnie do rogu stołu 'młodych' gdzie zawsze siadają i jak co roku zajadają się dżapalino (pisane cioppino -?) czyli Włoską potrawą - ŁAPSKAMI. Usadzili mnie, dali fartuch na moją piękną suknię i nałożyli na mój talerz dużą porcję NAJPYSZNIEJSZEJ POTRAWY POD SŁOŃCEM. Cioppino to nic innego jak kraby, krewetki, ostrygi w muszelkach, pomidory i przyprawy gotowane przez minimum 6 godzin, podane z bagietkami z piekarni w San Francisco. Początkowo bawiłam się widelcem - jak dama - ale skończyło to się tylko rozcięciem palca o skorupę kraba. Było PRZEPYSZNE. Teraz jest sezon na kraby, a jako że California to wybrzeże to owoce morza są super tanie - yummy <3 Mój talerz wyglądał mniej więcej tak:

- zdjęcie z internetu. 

 25 rano, obudziła mnie moja mała wskakując na łóżko i krzycząc - jest świąteczny poranek, prezentyyyyy!
I prezentów było sporo, dużo, ZA DUŻO. Jakby te maluchy miały mało zabawek to dostały jakieś 30 nowych... Co mnie bardzo cieszy, dostałam prezenty od serca i  tak oto na mojej świątecznej choince co roku będzie wisieć most Golden Gate 'żebyś nigdy o nas nie zapomniała', hostka zrobiła dla mnie szalik i dostałam parę innych rzeczy, które też są 'od serca' :)


Potem 30 osób się do nas zjechało i święta w namiocie udane, mój '3 bit' znów zrobił furorę huehue :D


A co się działo przed świętami?

Taką sobie z moimi dziewczynami Wigilie zrobiłyśmy :D


W niedzielę przed świętami, pojechaliśmy z rodzinką, rodzicami hosta, jego siostrami i mężami/narzeczonymi/dziećmi na świąteczny brunch w hotelu w którym tata hosta należy do 'klubu dżentelmenów' w San Francisco. 3 daniowy brunch, luksusy, mikołaj i magiczne sztuczki - MEGA xd. Potem pojechaliśmy do jednego z hoteli, w którego holu stał domek z piernika - prezentujący się właśnie tak :)

Kino w czwartek

A tutaj zdjęcie ze sklepu 'Sweet Street' w którym to możesz kupić sobie sodę o smaku bekonu, mieszanki do robienia ciastek czy kawowy.. BLEH


Tak więc mogę stwierdzić, ze pierwsze święta poza domem, bez rodziny przebiegły całkiem miło. Może nie miałam po prostu czasu na smutki bo każdy ciągle miał coś do powiedzenia czy zapytania - ale bez zastanowienia mogę powiedzieć, że czułam się częścią tej rodziny. 

Wczoraj przyszła moja paczka z Polski - dziękuję! więc dziś upiekłam kurczaka z mojego ulubionego 'pomysłu na' który przysłała mi mama <3 Teraz siedzę i odpoczywam po obiadku, zaraz przyjedzie Ewa na herbatkę a wieczorem... wsiadam z hostami w samochód, wkładam moją walizkę, jedziemy na lotnisko do San Francisco a taaaam.... wsiadam w samolot i nocnym lotem lecę do NYC! Aaaaaaa chyba właśnie to poczułam, że to już zaraz, teraz, już, O! Jeden dzień na Nowy Jork a potem wymarzony, oczekiwany, wspaniały SYLWESTER W NYC <3 AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

A jak wam minęły święta? W Polsce, czy jako au pair, poza domem? Mam nadzieję, że wszyscy są zadowoleni i szczęśliwi :D 

Chciałam bym też wszystkim razem i każdemu z osobna życzyć SPEŁNIENIA MARZEŃ, na nowy rok. Niech to będzie waszym postanowieniem noworocznym :) 

To tyle, napiszę za tydzień - stay tuned!
Buziaki,
J.

24 grudnia 2013

Merry Xmas everybody

Hi,

Święta szły szły, no i przyszły! Większość z was już wstała albo właśnie się podnosi aby rozpocząć przygotowania/pomoc w przygotowaniu wieczerzy wigilijnej - ja powinnam się kłaść spać xd
Mam to szczęście, że jak wstanę to moja rodzinka będzie zasiadać do Wigilii więc będę mogła z nimi zasiąść (tym razem) na stole - skype :)
Oprócz tego, że dzieci tutaj na prezenty muszą czekać NOC dłużej, jest duuużo innych różnic - o których oczywiście właśnie zapomniałam :) Chyba jest trochę za późno dla mnie, pora spać!

Do sedna.
Chciałabym życzyć wszystkim spełnienia marzeń - to jest chyba moje główne życzenie! Uwierzcie, że marzenia mogą się spełnić :) No i oczywiście zdrowia w nadchodzącym roku, wiele MIŁOŚCI i ciepła rodzinnego, doceniajcie co macie, bo nawet nie wiecie jak każda chwila jest ulotna.. No i aby udało wam się dopełnić wszystkich postanowień noworocznych. A przede wszystkim, pamiętajcie: HAPPINESS DEPENDS UPON OURSELVES

Co chciałam napisać, to jeszcze napiszę - wesołego obżarstwa!

Buziaki,
J.

16 grudnia 2013

Give me everything!

Dżingo bels, dżingo bels, dżingo oooool de łej! nanaananaa yts soł fan nanaaa ŚWIĘTA!

Światełka, światełeczka, mikołaje, renifery, choinki, elfy wszędzie! mandarynki, cynamon, zapach pieczonego ciasta i wiadomo, że zbliżają się święta - DUŻYMI KROKAMI - co w USA nabiera nowego znaczenia ponieważ naprawdę wszystko jest większe, więcej, z przepychem.. W sklepie tylko świąteczny piosny, wszystko w kolorach świątecznych i z nimi związane i to tyle tego wszystkiego... Olbrzymie choinki a domy świecą się tak, że nie wiem jak ludzie mogą w środku spać! Tak wygląda jeden domek na moim osiedlu...


Dokładnie xd Więcej się serio nie dało... Trzeba tam niemal stać w kolejce tyle ludzi przyjeżdża to widowisko zobaczyć - przy czym 'normalne' domy nie wyglądają o wiele gorzej! 
Święta święta święta! Ostatnio wspominałam że pierwszy dzień świąt robimy u nas i będzie w namiocie - już teraz rozumiem dlaczego! Mianowicie udzielił się mój problem ze zrozumieniem '13' czy '30' osób.. Bo namiot na 30 osób to już ma jakieś znaczenie :) Tak więc Wigilia u rodziców hostki w super Włoskim klimacie - 40 osób i pierwszy dzień świąt - 30 osób u nas! Jak to babcia powiedziała: -wymienimy się gośćmi... hahaha 'rodzinka' <3


Co się u mnie ostatnio działo... hmmmm
SKOCZYŁAM ZE SPADOCHRONEM po raz drugi! Drugi raz był kompletnie inny. Nie czułam żadnego strachu. Sama adrenalina. Radość. Szczęście!
Skakałyśmy trochę wyżej tym razem przez co miałyśmy dwa razy dłuższe swobodne spadanie bo aż minutkę! O wiele zimniej, ooooooj mroźno xd Mimo, że się na to przygotowałyśmy to było JESZCZE ZIMNIEJ. Nastroje też były inne zapewne dlatego, że wiedziałyśmy co nas czeka no i przede wszystkim... CO JA W TYM NIEBIE ROBIŁAM :O obroty, obkrętki, sterowałam gdzie polecimy no a potem szalik zakrył mi twarz i musiałam się poprawić haha - BYŁO CUDOWNIE. Bardzo wiał wiatr i nie mogłam posterować naszym spadochronem bo ciągle nas znosiło, no ale - następnym razem :D Jeden z przyszłych instruktorów wylądował komuś na ogródku! na szczęście nic mu się nie stało, tylko spadochron się trochę na płocie zatrzymał - UPSI




A o tak wygląda pełnia szczęścia w moim wykonaniu :)


Jako, że jestem zakochana w niebie to ostatnio polubiłam wspinać się na różne górki i góry - aby tylko być troszkę wyżej :) Ktoś też pytał o zdjęcia widoków z mojej okolicy tak więc proszę bardzo:

Te zdjęcia zrobiłam dnia pewnego wietrznego, na górce niedaleko mojego domu. Jak widzicie takich górek większych i mniejszych jest multum ale niestety nie do wszystkich jest dostęp. Wspiąć się na górę zajmuje szybkim krokiem 15 minut i jest to taka przyjemna górka na której można usiąść z lunchem i napawać się widokami. Idealna na poukładanie sobie wszystkiego w głowie i naładowanie się energią :)

tak to w lewym górnym rogu to mój palec - ja fotograf -.-
A to ta sama górka z drugiej strony :)

Wczoraj za to wybrałyśmy się z dziewczynami na troszkę wyższą górkę! Wejście na górę to w dobrym tempie godzina - widoki zabierające dech w piersiach

jak ryba w wodzie :)


lekko zza mgły wyłaniał się ocean - miejsce: Las Trampas

____________________________________________________________

Wczoraj odbyło się także świąteczne spotkanie z nasza lokalną koordynatorką na którym graliśmy w 'Stealing Santa Claus' - każda z dziewczyn miała przynieść prezent za nie więcej niż 10$. Po obiedzie każda z nas wylosowała numerek od 1 do 16 - tyle nas było. Gra polegała na tym, że zaczynając od numerka 1 każda dziewczyna wybierała sobie jeden zapakowany prezent. Każda następna dziewczyna mogła wybrać sobie nowy prezent spod choinki albo ukraść prezent innej dziewczyny - okradziona mogła ukraść komuś prezent albo wybrać sobie kolejny spod choinki - który także ktoś mógł jej ukraść :) Haczyk był taki, że jeden prezent mógł być ukradziony tylko trzy razy. Mega zabawa, poznałam dużo nowych dziewczyn, świetny wieczór!

Z Moniką!

____________________________________________________________


W moim domu w zeszłym tygodniu panowała grypa żołądkowa także, MAM I JA! W piątek lekko mówiąc umierałam... brrrrr Obudziłam się z lekkim niesmakiem ale jeszcze było znośnie, tak jak w planach miałyśmy, pojechałyśmy z Agą na zakupy - nie bardzo mi to szło i jak tylko o 16 wróciłam do domu to padłam na łóżko i usnęłam... Budząc się co dwie godziny umierałam do północy, później już jakoś reszta nocy poszła - UWAGA, spałam 17 godzin - mój rekord!

____________________________________________________________

Nie mogę też nie wspomnieć jak zachwycona jestem nową płytą-niespodzianką Beyonce! Zanim zniknęły wszystkie pełne wersje teledysków zdążyłam je zobaczyć i jest idealna! Oczywiście jak tylko 20 grudnia wyjdzie krążek to będę posiadaczem tego cudeńka! Uwielbiam ją! A tak mi się buzia cieszyła na jej koncercie w Warszawie 25 Maja, który był PRZEGENIALNY


____________________________________________________________

I tak jakoś leci to moje życie tutaj - czasem szybciej, wieczorami wolniej... Jak by nie patrzeć za tydzień święta i miną 4 miesiące! 1/3 mojego życia tutaj - nie wierzę. Tak więc co o Kalifornii? 
Uwielbiam te wszystkie wypalone słońcem pagórki otaczające nas z każdej strony, idealnie zielone, przystrzyżone trawniki podlewane w godzinach nocnych - przy dużych domach bogaczy zamieszkujących okolicę jak i przy zwykłej drodze prowadzącej do Downtown. Uwielbiam wszystkie sarenki, jelenie, wiewiórki, szopy, indyki czy inne kojoty zamieszkujące okolice, które wcale nie uciekają na widok człowieka. Kalifornia to oprócz dni pełnych słońca, to 'zapach' skunksa każdego dnia. Co tu kocham to to, że nie ruszasz się z domu bez okularów przeciwsłonecznych mimo, że jest grudzień. Kalifornia to być tu prawie 4 miesiące i widzieć tylko dwa razy deszcz. Ah ta Kalifornia <3 
Ostatnio mieliśmy parę chłodniejszych dni i trzeba było chodzić w kurtce ale już znów jest cieplutko! Dziś na przykład dla zsolidaryzowania się trochę z wami założyłam do leginsów, koszulki i sweterka - botki! huehuehueeeeeeeeeeeee

Ostatnio pogodę idealnie opisuję to zdjątko: 



Jak u was idą przygotowania do świąt, gdzie się wybieracie na Sylwestra? 

Trzymajcie się misiaczki!

Aloha,
J.

2 grudnia 2013

dwa zgubione tygodnie / hawaje / 3 miesiące w USA / Święta

Aloha,

Drogi pamiętniczku... Bla bla bla wybaczcie że tak długo nie pisałam :D

Ostatni post był o trzęsieniu ziemi, tak. Po nim były jeszcze dwa! Ogólnie w tamtym tygodniu (3 tygodnie temu? -upsi..) było 6 trzęsień w okolicy.. Z czego ja miałam przyjemność czuć 3! :) Trzeci natomiast nie był już takim głośnym BUM, jak dwa pierwsze, tylko zatrzęęęsło się wszystko! Nie to żeby jakieś wielkie coś, ale to trzecie trzęsienie było wielkości 3,4 - więc przy pierwszym i drugim 3,0.. TO BYŁO COŚ

Tak więc zaczynamy:
Sobota - November 9.
Z naszej soboty w piżamach wyszło tyle, że po południu pojechaliśmy na  Steam Train do Berkeley - czyli najnormalniej w świecie na przejażdżkę ciuchcią, dzieci miały ubaw, a my ubaw z braku ubawu xd A potem po obiad, JADŁAM NAJPYSZNIEJSZĄ PIZZE NA ŚWIECIE!!! która była... wegańska! Jeśli ktoś mieszka w okolicy i jeszcze w tej restauracji nie był -> http://cheeseboardcollective.coop/ WARTO. Wygląda to tak, że każdego dnia sprzedają inną i tylko jeden rodzaj pizzy, na stronie można sprawdzić jaki smak pizzy będzie danego dnia. Nie ma w środku za dużo stolików więc w większości ludzie biorą na wynos i siadają chociaż by na chodniku :) Można też zamówić w połowie upieczoną, wracasz do domu,
wstawiasz na 10 minut i jest gotowa - I DE AL NA. 

w Niedziele, hości mieli jakąś imprezę i musieli pojechać do chłopaka mojej psinki... Będą szczeniaczki! (Oby nie 101 tych dalmatyńczyków...) więc byłam z maluchami w parku.


Tak wygląda jesień w Kalifornii. Złota, piękna jesień. 100% słońca, zero deszczu, ciepełko. Tylko wieczorami idzie zamarznąć :O Jak tylko zachodzi słońce, temperatura raptownie spada. Na wieczór potrzebna już jest kurteczka :)

Poniedziałek, Wtorek, Życie - nie pamiętam, dzień jak co dzień, rutyna, pewnie jakiś park, karmienie kaczek, art and craft, whateva. 

Środa - playdate u nas z Ewą i jej dziewczynkami. Nasze dzieci podczas malowania zaczęły wykrzykiwać między sobą "kocham cie" i w ten oto sposób mamy z Ewcią świetną pamiątkę - wideo u mnie na fb :)

Czwartek - playdate u Ewy, dmuchany zamek ze zjeżdżalnią, koń, królik, zabawy cała moc, dzieci nie ma :)

Piątek, znów mnie coś rozbierało, znów zatoki, katar, ból gardła... Moje dzieci też jakieś niemrawe były więc piątek minął mniej więcej tak:

mój mały słodziak przytulas <3
Z tego co pamiętam pracowałam pół piątku (na szczęście!) a potem przeleżałam w łóżeczku umierając, again... Wieczorem wpadły dziewczyny na film i ploteczki.

Sweet Home Alabama, winko, ananas, pringlesy, m&m's - dieta!

Sobota. Do południa nie wychodziłam z łóżka, regeneracja. Po południu gorzej się poczułam więc zrobiłam sobie drzemkę, zazwyczaj jak się prześpisz czujesz się lepiej? Nie tym razem. Po 2 godzinach, obudziłam się i nie mogłam się ruszyć. Autentycznie bolało mnie wszystko... Po rozruszaniu trochę stawów, garści leków i w ciepłym swetrze, byłam gotowa wyjść z moimi polish girls. Przez tą moją zaniemogę i czekanie aż leki zaczną działać - Aga (nowa au pair - Polka w Danville) czekała prawie 30 minut aż ją odbierzemy ze stacji (przepraszam again <3), potem The Cheesecake Factory:



I domówka z grą Taboo - ubaw!

Opisalibyście Polską kiełbase jako wędzoną i pikantną? o.O
Niedziela - San Francisco. Wstałam, bardziej żywa niż przez wcześniejsze 3 tygodnie (btw. nie wiem co się działo, jak wcześniej przez dwa lata nie byłam nawet przeziębiona to tutaj BUM, nie mogłam się wykurować - to pewnie te kichające dzieci, zmiana pogody, wszystkiego!) i pojechałym! Uwaga, zdolna ja - zgubiłam DWA, nie jeden (co się może zdarzyć) a DWA swetry... Brawo, brawo. Przeszłyśmy jakieś sto kilometrów, dużo zobaczyłyśmy, udany dzionek <3

I trochę zdjęć moje miasta, w którym jestem zakochana - SanFran <3






Tęczowe flagi :)





Painted Ladies


Fulton St

San Francisco City Hall



Jakby ktoś pytał to tak mniej więcej wygląda ulica "Lech Walesa" w San Francisco ;)


takie tam 9 piętrowe centrum handlowe
w drodze do ChinaTown
Union Square



Na Union Square byłam na swoim pierwszym śniadaniu u Tiffaniego:



brama do China Town

jako że dwa swetry zgubiłam to trzeba było wejść do h&m co by nie zmarznąć wieczorem :)

moja ulubiona, spontaniczna fotunia - muszę mieć taką ZE MNĄ

Bay Bridge nocą
mua, Aga i Ewa

Potem kolejny wolny poniedziałek, potem wtorek, środa rutynowo...

w Czwartek pożegnałam się z moją Nett z Tajlandii, która po 6 miesiąch u rodziny była w rematchu i teraz mieszka w Michigan. Jeszcze trudniejsze niż opuszczenie domu jest pożegnanie przyjaciela z drugiego końca świata :(

Cały tydzień upłynął mniej więcej rutynowo, szybciutko aby...

___________________________________________________________________________

W Piąteczek przed  godziną 4 zwlekłam się z łóżka (4.20 mieliśmy wyjechać - wyjechaliśmy po 5), zapakowaliśmy się do samochodu, na lotnisko do Oakland, zapakowaliśmy się do samolotu i fiiiuuuuuuuuuuu... 
NA HAWAJE <3

gdzieś nad Oceanem Spokojnym, po dwóch godzinach lotu... jeszcze 3!

Ha, Ha, Haaawajeee!
 W drodze do Lahainy:

z prawej

i z lewej :D


iiiiii jesteśmy! Kaanapali beach <3




foteczki, foteczki, foteczki...
sunset



Kaanapali beach jest jedną z 'ulubionych' plaż hamerykańców - co też dało się usłyszeć. Po raz pierwszy na wakacjach słyszałam tylko jeden język - zero obcokrajowców!

kolejny zachód
widok z naszego tarasu na 10. piętrze <3

panorama tarasuu
Rano siadaliśmy ze śniadaniem na tarasie, z każdej strony otaczał nas ocean, mmm.
Pracowałam przede wszystkim po lunchu, kiedy dzieci miały drzemkę/odpoczynek przy bajce i wieczorami kiedy hości mieli randkę albo szli popływać po położeniu dzieci spać. Większość czasu mogłam robić co chciałam. Tak więc kiedy nie bawiłam się z basenie z moimi maluchami to...
Nurkowałam z żółwiami!






Jeden żółwiol wpłynął praktycznie na mnie! musiałam uciekać haha ->

video

A innego razu żółwie były dwa!

video



Jak nie nurkowałam to tańczyłam taniec hula - już zapomniałam kolejności hah

Spacerowałam...
jakieś coś, żyjątko - wyglądało jak mały dinozaur hah

Albo próbowałam się opalać ( z filtrem 75 ;))




Na plaży (bezczynnie) spędziłam może z godzinę - NIE DAŁO SIĘ WYSIEDZIEĆ! Znacznie przyjemniej było na basenie pod palmami :)

widoczki z balkonu mojego apartamentu huehue


 Obskubali dla mnie kokosa, wypiłam wodę kokosową, zjadłam kokosa, zabrałam skorupkę (na pamiątkę ^^) - PYSZOTA


Akcent świąteczny :)

Chciałabym zaznaczyć, że żadnego zdjęcia NIE PRZERABIAŁAM, kolory są jak najbardziej prawdziwe!





eh <3

Thanksgiving. 
Oprócz naszej piątki, byli tam jeszcze rodzice hosta, siostra hosta z mężem i trzema synami oraz druga siostra z narzeczonym. Miało nie być tradycyjnego Thanksgiving bo zazwyczaj jak rodzinka jest na Hawajach w czasie tego święta to idą do jakieś tam restauracji, która w tym roku była zamknięta (ja sie tam cieszę). Jadłam najpyszniejszego Indyka mamy hosta z najpyszniejszym nadzieniem,  pyszną fasolkę z boczkiem i czymś tam, a piłam przepyszny tradycyjny Apple Cider!  Pumpkin Pie jest obrzydliwe (i nikt go nigdy nie je ale ktoś zawsze piecze bo 'tradycja'), przez co siostra hosta która je upiekła mnie nienawidzi bo wszyscy ZACHWYCALI się naszym Polskim 'tradycyjnym' haha... 3 bitem. Tak, zrobiłam 3 bita i szybciutko zniknął. Siostra hosta zagotowała się do czerwoności jak jeden z synów jej siostry biorąc dokładkę powiedział, że chce takie na urodziny haha. Kolacja przebiegła baaardzo milutko, na świeżym powietrzu, w melodii szumu fal oceanu. Perfecto! Nie wiem jak w innych Amerykańskich rodzinach, ale w mojej każdy przy stole musiał powiedzieć za co jest wdzięczny/za co dziękuje. Po wdzięczności za zdrowie, za koleżanki i kolegów czy za psa, przyszedł czas na babcie (tą początkowo bardziej zdystansowaną do au pair), babcia po podziękowaniu za córki i synów, wnuczki i wnuków, podziękowała bezpośrednio za to że jestem w ich rodzinie <3 Było to baaaardzo miłe, a jako że babcia raczej stroni od okazywania uczyć to wszyscy zrobili wielkie oczy haha. Tak czy siak najadłam się za dwa i było idealnie <3
Ja jestem super wdzięczna, że trafiłam na takie szczęście, na drugim końcu świata :)

ostatni zachód na hawajach - podczas thanksgiving
Hawaiian Plumeria - pachnie cudownie
gotowa do powrotu do rzeczywistości
Chciałabym umieć opisać Hawaje. Miejsce cudownie piękne, urokliwe w każdym centymetrze. Najmiększy piasek na plaży, najbardziej turkusowa woda, najbardziej zielone rośliny. Szum fali, słońce na skórze, piasek po którym stąpasz, ciepła bryza uderzająca w twarz, słona woda we włosach - to wszystko składa się w idealną całość - raj. Ludzie na Hawajach nie liczą się z czasem, nie dbają o makijaż, czy o to że wszedzie chodzą w stroju kąpielowym i huście, całkowity i wszechobecny chill.
Klimat, nie do opisania.



Ostatnia Hawajowa foteczka...


Ale się rozpisałam! Jakoś po drodze minęły 3 miesiące w USA. Dziś mija dokładnie 99 dni, odkąd po raz ostatni wszystkich przytuliłam i zostawiłam w tyle swoje dotychczasowe życie. Co mogę powiedzieć o tym czasie? Bywały łatwiejsze i trudniejsze chwile ale nigdy nie żałowałam tego, że tu jestem. I chcę tu być, dalej. Wiem, że to tylko rok, który zaraz minie, tak szybko jak minęły te 3 miesiące.. ii nie mam czasu na smutki - jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia! Wiem to, wiem w każdej chwili ale to niczego nie ułatwia, nie zmienia - tęsknie okropnie. Mam wrażenie że zbliżające się święta potroiły moje tęsknoty... eh. 
W sklepach leci już świąteczna muzyczka, wszystko dookoła świeci się jak... psu-nie-powiem-co. Przyszedł Meksykanin i obwiesił chałupę i drzewa lampkami xd Amerykanie mają tradycje ubierania choinki w pierwszą niedzielę po Thanksgiving - tak więc ubralim choinkę i my:


Doczekałam się też dziś zawieszki na moją skarpetę nad kominkiem - tak więc wisimy już wszyscy :)

Haha nie zgadniecie gdzie spędzę święta! W namiocie haha.. Święta w tym roku u nas, a że hości stwierdzili, że nie chcą cisnąć 13 osób w jadalni to wynajmują namiot z dmuchawą i będziemy siedzieć na ogródku. Nie ważne co i jak - święta w namiocie będę miała zaliczone!

Ciągle też jestem w żałobie po moim komputerze... Mam nadzieję, że coś się uda z tym dyskiem jeszcze zrobić - ale nie wymyśliłam jeszcze co! ojojojjj ile ja straciłam na swojej głupocie -.- 
Straciłam między innymi mój plik z "I did it' - muszę zrekonstruować tą listę. Jak już to zrobię to zmienię szatę graficzną bloga i dodam tą magiczną zakładkę. 

Postaram się też poskładać w końcu moje myśli i opisać trochę Kalifornie - kolejne spostrzeżenia.

Chciałabym także zauważyć, że wszystko co mam - mam dzięki MOIM wyborom, dążeniom, czynom... A więc zamiast siedzieć na tyłeczku i marudzić jak to jest Ci źle... ZMIEŃ TO! Pewnie powiesz, że nie każdy ma możliwości? Jeśli chcesz, to je masz! I uwierz, złośliwe komentarze nic za Ciebie nie zmienią ;) Twoje życie, TY nim kierujesz.

Trochę Queen B na do widzenia

Mahalo!

Do następnego,
J.